Modzie na pangę uległ prawie każdy. Hipermarketowe, ogromne plakaty zachęcające do zakupu filetów za jedyne 9,99/ kg okazały się trafną reklamą. Do tego ten delikatny smak zupełnie nie kojarzący się z mułowatym posmakiem rodzimego karpia. Całkiem niedawno wszyscy, którzy ulegli pangowemu zawrotowi głowy, powstydzili się swojej naiwności.
Okazało się bowiem, że delikatna w smaku ryba wcale nie jest tak delikatna. Przeciwnie – to istny potwór, który zeżre wszystko, co przepłynie obok jego pyszczka. A jest w czym wybierać, bo wietnamska delta Mekongu, gdzie żyje rybka zwana pangą, jest jednym z największych śmietnisk regionu.
Żeby tego było mało Wietnamczycy uniemożliwili pangom wędrówkę w okresie tarła wstrzykując im… hormony. Zupełnie takie same, jak dostają kobiety w ciąży. Do tego zestaw antybiotyków, środków bakteriobójczych i rybki rosną jak na drożdżach.
O tym, co jeszcze kryje białe, delikatne mięso pangi szumią drzewa rosnące nad wietnamskim Mekongiem, a nam pozostają domysły.
Zresztą nie ma co popadać w żałobne tony, nasze słone i słodkie wody zamieszkuje wiele pysznych gatunków ryb, których z pangą porównywać po prostu nie wypada. Jeśli chcesz wiedzieć, jaką rybę zjeść w tym tygodniu na obiad, koniecznie przeczytaj nasz poradnik.


